piątek, 5 czerwca 2015

Trzeci Rozdział :3

#3

-Och słodzisz Bieber, słodzisz - pokręciłam głową, a on zaśmiał się.
-Przecież o to chodzi, skarbie - puszczając mnie, puścił mi oczko.
-Przepraszam, przecież słynny Danger przecież może mieć każdą dziewczyne, zapomniałam - wywróciłam oczami.
-No właśnie - uśmiechnął się łobuzersko i wszedł na górną część łóżka, a ja położyłam się na dolną - Dobranoc.
Szepnął delikatnie, a ja automatycznie przygryzłam wargę.
-Branoc - mruknęłam pod nosem i przymknęłam powieki.
Po jakimś czasie zasnęłam.

*/Tydzień później/*

-WOLNOŚĆ! - krzyknęłam, kiedy wyszłam z przebieralni.
Ten pobyt w więzieniu to była jakaś męka! W ciągu tego tygodnia pobiłam się z siedmioma gościami. Przez jednego mam przeciętą wargę. Masakra!
-No Annie - Justin mnie zmierzył, a ja podniosłam jedną brew - Styl to ty masz.
-Wkońcu ma się to po mamie -puściłam mu oczko i  z uśmiechem na ustach wyminęłam Biebera i podeszłam do Bentley'a.
-Będę tęsknił za twoją wyszczekaną buźką, McCartney - stwierdził Brad, a ja się zaśmiałam bardzo szczerze.
-To będę specjalnie coś odpierdalać, że będziemy spotykać się codziennie - cmoknęłam go w policzek i odwróciłam się w stronę Justina - Idziesz?
Potrząsnął głową i z uśmiechem pokiwał głową.
-Narazie ziomy! - krzyknęłam, co spodowało śmiech u większości pracowników.
-Do zobaczenia! - krzyknęła recepcjonistka.
Odwróciłam się w jej stronę i wyciągnęłam palec.
-Dokładnie - zaśmiałam się i wyszłam.

***

Kiedy Annie krzyknęła "Wolność!" o mało co nie zakrztusiłem się napojem z śmiechu. Kiedy rozmawiała z Bentley'em, w pewnym momencie zaczęła się śmiać. Patrząc na nią, uśmiechnąłem się pod nosem. Kiedy odwróciła się z pytaniem czy idę, potrząsnąłem głową, żeby odgonić myśli i pokiwałam głową na tak. Po chwili, kiedy szatynka krzyknęła "Narazie ziomy!", prawie cała recepcja wybuchnęła śmiechem. Chwilę później szatynka wyszła na zewnątrz.
-Uwielbiam tego dzieciaka - zaśmiał się Bentley - A co do ciebie, Bieber, opiekuj się nią. Ta dziecinka ma jeszcze dużo przed sobą.
-Spokojnie - zaśmiałem się i pożegnałem ze wszystkimi.
Kiedy wyszedłem na zewnątrz, usłyszałem samochód Bruce'a.
Uśmiechnąłem się pod nosem i podeszłem do szatynki.
-Jesteś zdana albo na nas, czyli bandę idiotów lub na Carly - szepnąłem jej na ucho, a ona zachichotała.
Wiecie jaka ona niska? Jestem od niej wyższy co najmniej o półtorej głowy! Ale ja kocham takie niskie dziewczyny...
-Carly z wami nie mieszka? - spojrzała na mnie i podniosła jedną brew.
-Wczoraj się przeprowadziła, więc będziecie musiały niańczyć piątke idiotów - zaśmiałem się pod nosem, a ona parsknęła śmiechem.
-Justin, stary dupku! - krzyknął Bruce i przybił mi piątkę, a Carly rzuciła się na Annie.
-Jezu dziewczyno, wyładniałaś! - pisnęła, a Annie po raz któryś parsknęła śmiechem.
-Mooooże - przeciągnęła szatynka, a po chwili obie się zaśmiały.
-Niezła z niej dupa - mruknął mi do ucha John.
-Whoa whoa, ty jesteś już zajęty - zaśmiałem się.
-Ale żeś się zmieniła, młoda - mruknął Marco, przytulając do siebie Annie.
Po tym jak ze wszystkimi się przywitała, skierowaliśmy się na mój motor.
-Czekaj, jak twój motor tu się znalazł? - zapytała mnie Annie.
-Bruce nim przyjechał - odpowiedziałem szybko i wsiadłem na motor.
Annie niepewnie na mnie spojrzała, a po chwili westchnęła i wsiadła za mnie. Objęła mnie swoimi drobnymi rączkami w torsie, a głowę ułożyła na moich plecach. Odpaliłem motor i skierowaliśmy się do domu.

...

-Ostatni raz zgodziłam się na jazdę motorem - mruknęła do siebie szatynka.
-Czemu? - zapytałem zdziwiony, schodząc.
Szatynka zeszła i rozglądnęła się, czy ktoś na nas patrzy. Kiedy upewniła się, że nie, odsłoniła kawałem biodra. Była tam wieka szrama. Rozszerzyłem oczy ze zdziwienia.
-To jest połowa mojej blizny - mruknęła cicho - Kiedy miałam jedenaście lat, pojechałam z moim starszym bratem jego motorem na przejażdżkę. Coś wymknęło się spod kontroli i mieliśmy wypadek. On nie przeżył - przygryzła dolną wargę i spojrzała w bok - Kiedy poczułam mokrą ciecz na biodrze, to była krew. Miałam wielką dziurę, ale mimo tego wstałam i próbowałam wyciągnąc Jack'a spod maszyny. Nie udało mi się, ale ja dalej próbowałam. Udało mi się dopiero,kiedy usłyszałam niedaleko karetkę. Zanosiłam się płaczem i bezskutecznie próbowałam go ocudzić, żeby się obudził. W szpitalu mi powiedzieli, że nie żyje. To było straszne. A najlepsze jest to, że przed tym, byłam molestowana przez ojca.
Zawiesiła się i oblizała napuchnięte wargi.
-Normalnie ujeżdżał mnie jak jakąś szmatę. Korzystał z każdej okazji, ale po śmierci Jack'a stałam się... kim się stałam - kontynuowała - W wieku dwunastu lat, bo Jack umarł w moje urodziny, pobiłam ojca. Rozumiesz to? Dwunastolatka pobiła pięćdziesięciolatka. To było... absurdalne. Uciekłam z domu i uciekłam wtedy do Karola. On się mną zajmował przez ten czas.
Annie spojrzała mi w oczy i uśmiechnęła się blado. A ja stałem osłupiały cały, wpatrując się w jej piękne oczy. Czy ja właśnie powiedziałem, że ona ma piękne oczy? Potrząsnąłem głową i wyszeptałem jedynie :
-Wow.
-Co nie? - szatynka zaczęła się śmiać.
Zmarszczyłem brwi, ale po chwili uśmieszek wkradł się na moją twarzyczkę.
-Chodź - zaśmiałem się, złapałem jej dłoń i powędrowaliśmy do domu.
Pierwsza jej reakcja :
-O kurwa - mruknęła - Ja wiedziałam, że to jest duży dom, ale że aż kurwa taki?
Jęknęła i spojrzała na mnie, a ja wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem.
-Śmiejesz się częściej z Annie niż z Kelsey - mruknął John z uśmiechem, oparty o framugę.
-Kelsey by tego chciała - mruknęła Annie, spoglądając to na mnie, to na Johna.
John spojrzał mi oczy, a po chwili uśmiechnął tajemniczo. Podniosłem jedną brew, a on wzruszył ramionami i przechodząc koło mnie, wyszeptał:
-Później pogadamy.
-Pokaże ci nasz pokój- odparłem szybko, złapałem jej dłoń i popędziliśmy do góry.
-Nasz!? - pisnęła Annie, kiedy znaleźliśmy się w pomieszczeniu.
-Problem?- parsknąłem śmiechem.
-TAK! - krzyknęła z rozbawieniem w głosie.
-Oszz ty - syknąłem i zacząłem ją gilgotać.
-Nie! - pisnęła i zaczęła się śmiać.
W pewnym momencie potknęliśmy się o nogę łóżka i opadliśmy na nie. Leżałem nad szatynką, a po chwili zorientowałem się, że nasze usta są blisko siebie. Straciłem zdrowy rozsądek... Oczarowany jej urokiem, połączyłem nasze wargi. O dziwo, Annie oddała pocałunek. O kurwa, jaka ona jest delikatna!

---------------------------
Jej <3
Sweets moment Junie <3
Jak emocje? ^^
Haahhahah bo dopiero się zaczną :3
Będzie bum! :D
Ojjjj, nie mogę zdradzać 😃

Pozdro^^
#Tynncia

środa, 3 czerwca 2015

Drugi Rozdział :3

Po chwili obok ochroniarza pojawiła się Selena.
-O kurwa - mruknęłam równo z Justinem.
Kiedyś przyjazniłam się z Seleną. No ale... Ona poprostu mnie oszukała, wredna suka.
-Justin muszę ci coś powiedzieć - oznajmiła cicho brunetka.
-Co niby? - warknął Justin, a jak na niego spojrzałam, to lekko się przeraziłam
-Jestem w ciąży - szepnęła - będziesz ojcem.
I w tym momencie Bieber wybuchł. W jednym momencie znalazł się przy kratach i zaczął wariować. Westchnęłam, podeszłam do szatyna i odciągnęłam go od krat, robiąc mu dzwignię.
-Idz - warknęłam nisko do Seleny, a ona momentalnie zniknęła.
-Justin wiem, że jesteś zły, ale musisz dać upust emocjom. Kelsey nie chciałaby oglądać ciebie takiego - szepnęłam, a on zamarł - Zamknij oczy. Wycisz się. Policz w myślach do dziesięciu. Odetchnij.
Czułam się, jakbym mówiła do dziecka! Ale Justin robił pokolei moje polecenia. Kiedy odetchnął, spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Kurwa, Annie - jęknął - Gdzie ty się tego nauczyłaś?
-W Polsce chodziłam na studia psychologiczne. Ukończyłam drugi rok - uśmiechnęłam się blado, a on zmarszczył brwi.
-Okej? - szepnął.
Kiedy otworzyłąm usta, żeby coś powiedzieć, usłyszeliśmy jak ochroniarz krzyczy;
-Obiad!
Odetchnęłam z ulgą. Przez chwilę czekaliśmy, aż nas wypuszczą i poszliśmy na stołówkę.

...

-O mój boże, co to jest? - jęknęłam, a Justin się zaśmiał.
-Coś napewno - uśmiechnął się szeroko.
-Czy ktoś mi wyjaśni, co ta lalunia robi u nas w pace!? - ryknął jakiś brunet.
Momentalnie podskoczyło mi ciśnienie. Co jak co, ale kurwa nikt nie będzie mnie nazywać lalunią. Nie jestem jakąś lalką Barbie, do cholery!

***

Kłopoty. Samuel oznaczał same kłopoty. Kiedy spojrzałem na Annie, miała czarne oczy. Dosłownie!
-Siadaj - warknąłem, szepcząc.
-Czy ja wyglądam na lalunie? - zapytała drwiąco Annie, wstając ze swojego miejsca i podchodząc do Samuela.
-Tylko Ciebie widzę - wyszczerzył się łobuzersko Samuel.
-Wiesz, że porównując kryminalistkę do lalki Barbie, możesz na tym uciepieć - uśmiechnęła się złoweszczo.
-Ciekawe jak - prychnął, a po chwili leżał już na ziemi ze złamanym nosem.
Wszyscy momentalnie ich okrążyli. Zaciekawieni słuchali ich rozmowy.
-Nadal myślisz, że jestem jakąś posraną Barbie, czy może wysłać cię na ostry dyżur? - uśmiechnęła się sarkastycznie, patrząc na niego z góry.
Ten nic nie odpowiedział, tylko patrzał na nią, trzymając się za swój nos.
-No właśnie - puściła mu oczko i skierowała się do naszej celi.
-Dziwka - mruknął Samuel, wstając.
-Mówiłeś coś? - warknęła nisko, odwracając się nagle.
-Dziwka - powtórzył głośniej, a Annie rzuciła się na niego.
Poobijała mu twarz, zanim zdążyłem ją odciągnąć. Przerzuciłem ją przez ramię i szybkim krokiem skierowałem się do naszej celi.
-Puść mnie! - ryknęła, a ja walnąłem ją w pośladek.
Przez chwilę nic nie mówiła, a potem uderzyła mnie z płaskiego w plecy. Ja jebie! Skrzywiłem się z bólu, weszłem do celi i rzuciłem ją na łóżko. Ochroniarz zamknął za nami kraty.
-Czy ty jesteś chora?! - warknąłem - Samuel mógł cię zabić na oczach wszystkich.
-Przynajmniej jeden problem z głowy - szepnęła prawie niesłyszalnie, ze spuszczoną głową i zaczęła bawić się swoimi paznokciami.
Przełknąłem głośno ślinę. Kurwa, jebane de javu. Miałem identycznie z Jazzy, kiedy poszła do nowej szkoły. Warknąłem pod nosem i przykucnąłem do Annie. Jedną ręką złapałem jej dłoń, a palcem u lewej dłoni podniosłem jej podbródek. Jej oczy błyszczały przez łzy. Westchnąłem.
-Nie możesz uważać, że jesteś problemem. Niektórzy uważają, że jesteś dla nich aniołem, który zesłał dla nich Bóg - zawiesiłem się.
Annie chyba poznała coś w moich oczach, bo wyszeptała ;
-Kelsey... Chłopcy mówili kiedyś, jak z nimi kiedyś rozmawiałam, że Kelsey to był twój anioł, który zesłał dla Ciebie Bóg, że za każdym razem kiedy ty miałeś ataki, ona tylko a ciebie spojrzała, a z Ciebie wylatywały wszystkie złe emocje - zagryzła wargę i spojrzała w dół - Moim aniołem był Karol. Wszyscy tak mówili, a ja w to wierzyłam. I nadal w to wierzę. To on ratował mnie z tego wszystkiego. A ja nawet nie dostrzegałam, że on robi to z miłości.
Annie stała ,zaczęła krążyć po całej celi i bawić się czym popadnie. Spojrzała mi oczy i wybuchła płaczem. Przygryzłem wnętrze policzka, powoli do niej podszedłem i na początku lekko ją przytuliłem. Kiedy ona z pewnością się we mnie wtuliła, objąłem ją mocniej. Głaskałem ja po głowie lub po plecach. Serce mi się ściskało, kiedy widziałem, jak jakakolwiek dziewczyna płakała.

***

Stałam tak chwilę przytulona do Biebera, potem oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy. On lekko się uśmiechnął i schował mój kosmyk za ucho.
-Nie płacz. To nic nie da. Ja, Carly i chłopcy, sprawimy, że będziesz się ciągle uśmiechać - uśmiechnął się.
Wyczytałam z jego oczu, że mówi prawdę. On mi to obiecuje. Widziałam to w jego oczach. Obietnicę.


-----------------------------------------
No cóż, mamy już drugi rozdział! :D
Podoba się ^^ ? 
Hahahahhahah taki sweet moment Junie <3 
Twarda laska z Annie, cóż nie? ^^ 

Pozdrawiam i do następnego <3 
#Tynncia

wtorek, 2 czerwca 2015

Pierwszy rozdział :3

#1

-Znów ten jebany komisariat - warknęłam pod nosem, siedząc w pokoju przesłuchań.
Nagle do pokoju wszedł oficer Bentley. Najzwyczajniej w świecie zaczęłam się śmiać.
-Oficerze - powiedziałam z głupim uśmieszkiem na twarzy.
-Dlaczego mnie to nie dziwi, McCartney? - powiedział swoim niskim głosem Bentley.
-Bo widzimy się codziennie - prychnęłam.
-Mam cię kurwa dość, Annie - czterdziestolatek walnął pięścią w stół, a ja siedziałam z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy.
-I co w związku z tym? - warknęłam nisko.
-Lecisz do Strasford i lądujesz tam w celi na tydzień. Będziesz miała współlokatora, Justina Biebera - odparł spokojnie Bentley, a ja o mało co nie zakrztusiłam się swoją śliną.
-Co kurwa?! - ryknęłam, wstając nagle - Nie będę siedzieć w celi z jakimś popierdzielonym kryminalistom i na dodatek z byłym Kelsey!
Kiedy wypowiedziałam te słowa, niespodziewanie wybuchnęłam płaczem. Padłam na kolana i zaczęłam zanosić się szlochem.
-Wiesz, że jest mi przykro z powodu twojej kuzynki, ale i tak tam jedziesz. To jest już postanowione - powiedział z bólem Bentley.
-Pozwól mi się pożegnać z... - przerwałam - Yyy, przyjacielem.
Spojrzałam na niego błagająco, a on kiwnął głową na tak.
-Dziękuje - szepnęłam, a oficer odpiął moje kajdanki i pozwolił mi wyjść.
Po wyjściu na świeże powietrze, zadzwonił mój telefon, więc odebrałam go bez zastanowienia.
-Annie dziewczyno! - usłyszałam krzyk Karola w słuchawce - Gdzie ty się podziewasz, do cholery!?
O kurwa, ja pierdolę...
-Byłam na komisariacie, zaraz jestem w domu, będziemy musieli porozmawiać - powiedziałam łamiącym się głosem i szybko się rozłączyłam.
Szybkim krokiem skierowałam się do domu. Aż się boję jego reakcji...

...

-Jestem! - krzyknęłam słabo, zdjęłam buty  odwiesiłam na wieszak kurtkę.
-O czym chciałaś porozmawiać? - szepnął cicho i spojrzał mi w oczy.
-Bentley chce mnie wysłać do Stratford - szepnęłam, spuszczając wzrok.
-Nie.. - szepnął, przytulając mnie.
Po chwili wzajemnie moczyliśmy sobie koszulki łzami.
Po minucie Karol objął moją twarz dłońmi i wyszeptał :
-Nie miej mi tego za złe - przysunął się do mnie i połączył nasze wargi w pocałunku.
Yy, takie jedno wiekie WOW!

***

-Bieber- warknął Been's.
-Czego chcesz, Charlie? - jęknąłem znudzony i wstałem do niego.
-Na ostatni tydzień twojego pobytu, dostaniesz współlokatorkę - odparł spokojnie - Annie McCartney.
Podniosłem brwi ze zdziwienia. Kuzynka Kelsey w więzieniu...? Kelsey nigdy o tym nie mówiła, że ma kuzynkę kryminalistkę.
-Bądz* dla niej miły - powiedział oschle Charlie i odszedł.
Spojrzałem na zdjęcie Kelsey i mimowolnie złapałem w dłoń naszyjnik, który dostałem właśnie od niej. Łzy napłynęły mi do oczu.
-Nie mówiłaś, że Annie to kryminalistka - zaśmiałem się pod nosem. - Przewidziałaś, że Annie przyjedzie tu do aresztu. Chyba zbyt dobrze ją znasz - uśmiechnąłem się, biorąc w dłoń jej zdjęcie - Obiecuję, że dopilnuje, żeby była była bezpieczna. Zrobię to dla Ciebie, skarbie.
Westchnąłem głośno, wycerając łzę z policzka, a po chwili położyłem się na łóżku i zasnąłem ze zdjęciem Kelsey w rękach.

***

Jechałam z Bentley'em jego radiowozem. Siedziałam z przodu i oglądałam krajobraz za oknem. Po jakimś czasie udało mi się przysnąć.

...

-Jesteśmy Annie - usłyszałam nad uchem.
-Mhm - mruknęłam, przeciągając się, a po chwili wyszliśmy z radiowozu - Zanim tam wejdę, mogę zadzwonić do przyjaciółki?
-Jasne - uśmiechnął się - Daj.
Wziął ode mnie torbę, a ja już dzwoniąc, podziękowałąm uśmiechem. Carly odebrała po drugim sygnale.
(-Annie, jak ja cię dawno nie słyszałam! - pisnęła radośnie)
-Taa, ale ja w innej sprawie - westchnęłam - Czy za tydzień mogłabym u Ciebie zamieszkać?
(-No pewnie! Coś się stało? - zapytała z troską)
-Wylądowałam w celi z Bieber'em - powiedziałam.
(-Jesteś w Stratford!? - pisnęła - Ale super! Ehh, sorka muszę kończyć, pa kochana!)
Kiedy Carly skończyła rozmowę, zaśmiałam się pod nosem, kręcąc głową i skierowałam się do recepcji tego więzienia. W poczekalni czekał na mnie Bentley ze strojem więziennym. Czterdziestolatek spojrzał najpierw na strój, potem mnie zmierzył.
-No laska, muszę przyznać, że do twarzy będzie ci z pomarańczowym - wyszczerzył się, a ja parsknęłam śmiechem.
-Uważaj, bo powiem Margaret, że mnie podrywasz - zabrałam mu strój i ze śmiechem skierowałam się do szatni.
Po trzech minutach wyszłam.
-Mogę iść - wyszczerzyłam się, wyciągając ręce do przodu, żeby Bentley mnie skuł.
-A nie mówiłem? Do twarzy ci z pomarańczowym - brunet uśmiechnął się szeroko.
-Och już się zamknij, Brad - jęknęłam, a on się zaśmiał. -Idziemy.

Przechodziłam już to, ale nie widziałam tak posranych więzniów.
-Czy oni są chorzy na umyśle? - szepnęłam oficerowi na ucho, a on tylko się zaśmiał.
Po chwili byliśmy już przy celi Biebera, w której miałam wylądować na tydzień. Kiedy szatyn na mnie spojrzał, musiałąm przełknąć gulę w moim gardle.
-Bądz grzeczna - szepnął mi na ucho Bentley, wpuścił mnie do celi, zamknął ją i odszedł.
-Cześć - powiedziałam cicho i usiadłam na podłodze, opierając się o ścianę.
-Dużo o Tobie słyszałem - oznajmił Justin, siadając (kiedy weszłam do celi, Bieber leżał) - Ale nie spodziewałem się, że taka laska jak ty, jest kryminalistką.
Patrząc na niego, wybuchnęłam śmiechem.
-Nie no Bieber, czapka z głowy, jestem tu minutę, a ty już mnie bajerujesz. Interesujące.. - pokręciłam głową, mrużąc oczy, a on parsknął śmiechem.
-No sory bardzo - powiedział przez śmiech, a po chwili zmarszczył brwi, patrząc na moją szyję.
Przełknęłam głośno ślinę, a potem złapałam naszyjnik w dłoń.
-Dostałam ten naszyjnik od Karola - uśmiechnęłam się - Mój przyjaciel z Polski.
-Chyba musi mu na Tobie zależeć - podniósł jedną brew - I to bardzo.
-Taa - westchnęłam - A wiesz Justin, ja też o Tobie bardzo dużo słyszałam. Kelsey ciągle pierdoliła o tym jaki ty idealny i jaki dobry w łóżku.
Justin wybuchnął śmiechem, a po chwili spojrzał mi w oczy i poruszał dwuznacznie brwiami.
-No chyba, że chcesz się przekonać - wyszczerzył się.
-Wez fuj, nie! - zaczęłam się śmiać, a on ze mną - Ja pierdziele, trafiłam do celi, w którym jest pedofil.
-Przepraszam? - powiedział i parsknął śmiechem.
-Sorry bardzo, że ja mam 18 lat, a ty 21 - powiedziałam.
-Taka młoda, a jaka wyszczekana - mruknął uwodzicielskim tonem, a ja tylko pokręciłam z uśmiechem głową.
-Takie rzeczy na mnie nie działają, Bieber - mruknęłam cicho.
Rozmawialiśmy tak sobie przez jakiś czas, dopóki nie przyszedł jakiś ochroniarz mówiąc;
-Bieber, masz gościa.

******************************************

Cześć, witam was :3
Otóż mamy pierwszy rozdział! :D Podobał się? <3
Jak myślicie, kto przyszedł odwiedzić Justina? Huh? xD
W niektórych słowach nie ma literki "zi", bo coś mam z kompem i mi nie pisze O.o
Wiem, że nie dałam przedstawienia postaci, więc dam tu krótkie :3

Annie McCartney - 18 letnia brunetka z dużymi, niebieskimi oczami. Kilka razy wylądowała już w areszcie, ale teraz narobiła sobie niezłych kłopotów. Do 5 roku życia mieszkała w Stratford, ponownie tam leci, tylko że do miejscowego aresztu. Ląduje w celi z Bieberem.

Justin Bieber ,,Danger" - w wieku 19 lat trafił do więzienia na 3 lata z powodu zabójstwa. Dziś ma 21 lat. Podczas ostatniego tygodnia pobytu w więzieniu, dostaję współlokatorkę. Kiedy się do niego przeprowadza, zakochuje się w niej. Przyniesie to wiele kłopotów, ale razem z Annie wyjdą z tego bałaganu.

Do zobaczenia przy następnym rozdziale <3
#Tynncia

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Witam :3

Czeeść moi mili ;33
Otóż blog powstał, bo chciałam opublikować moje opowiadanie o Justinie Bieberze :D
Mam baardzo dużą nadzieję, że wam się spodoba i będziecie go polecać znajomym :3
To będzie coś na typ Danger'a, ale pewnie niektórzy wolą tamtą wersje od mojej, trudno ;/
No, więc jutro pojawi się pierwszy rozdział! :D
Mam nadzieję, że chociaż troszkę się cieszycie :/ xd
okej, pozdrawiam was :3
#Tynncia