piątek, 5 czerwca 2015

Trzeci Rozdział :3

#3

-Och słodzisz Bieber, słodzisz - pokręciłam głową, a on zaśmiał się.
-Przecież o to chodzi, skarbie - puszczając mnie, puścił mi oczko.
-Przepraszam, przecież słynny Danger przecież może mieć każdą dziewczyne, zapomniałam - wywróciłam oczami.
-No właśnie - uśmiechnął się łobuzersko i wszedł na górną część łóżka, a ja położyłam się na dolną - Dobranoc.
Szepnął delikatnie, a ja automatycznie przygryzłam wargę.
-Branoc - mruknęłam pod nosem i przymknęłam powieki.
Po jakimś czasie zasnęłam.

*/Tydzień później/*

-WOLNOŚĆ! - krzyknęłam, kiedy wyszłam z przebieralni.
Ten pobyt w więzieniu to była jakaś męka! W ciągu tego tygodnia pobiłam się z siedmioma gościami. Przez jednego mam przeciętą wargę. Masakra!
-No Annie - Justin mnie zmierzył, a ja podniosłam jedną brew - Styl to ty masz.
-Wkońcu ma się to po mamie -puściłam mu oczko i  z uśmiechem na ustach wyminęłam Biebera i podeszłam do Bentley'a.
-Będę tęsknił za twoją wyszczekaną buźką, McCartney - stwierdził Brad, a ja się zaśmiałam bardzo szczerze.
-To będę specjalnie coś odpierdalać, że będziemy spotykać się codziennie - cmoknęłam go w policzek i odwróciłam się w stronę Justina - Idziesz?
Potrząsnął głową i z uśmiechem pokiwał głową.
-Narazie ziomy! - krzyknęłam, co spodowało śmiech u większości pracowników.
-Do zobaczenia! - krzyknęła recepcjonistka.
Odwróciłam się w jej stronę i wyciągnęłam palec.
-Dokładnie - zaśmiałam się i wyszłam.

***

Kiedy Annie krzyknęła "Wolność!" o mało co nie zakrztusiłem się napojem z śmiechu. Kiedy rozmawiała z Bentley'em, w pewnym momencie zaczęła się śmiać. Patrząc na nią, uśmiechnąłem się pod nosem. Kiedy odwróciła się z pytaniem czy idę, potrząsnąłem głową, żeby odgonić myśli i pokiwałam głową na tak. Po chwili, kiedy szatynka krzyknęła "Narazie ziomy!", prawie cała recepcja wybuchnęła śmiechem. Chwilę później szatynka wyszła na zewnątrz.
-Uwielbiam tego dzieciaka - zaśmiał się Bentley - A co do ciebie, Bieber, opiekuj się nią. Ta dziecinka ma jeszcze dużo przed sobą.
-Spokojnie - zaśmiałem się i pożegnałem ze wszystkimi.
Kiedy wyszedłem na zewnątrz, usłyszałem samochód Bruce'a.
Uśmiechnąłem się pod nosem i podeszłem do szatynki.
-Jesteś zdana albo na nas, czyli bandę idiotów lub na Carly - szepnąłem jej na ucho, a ona zachichotała.
Wiecie jaka ona niska? Jestem od niej wyższy co najmniej o półtorej głowy! Ale ja kocham takie niskie dziewczyny...
-Carly z wami nie mieszka? - spojrzała na mnie i podniosła jedną brew.
-Wczoraj się przeprowadziła, więc będziecie musiały niańczyć piątke idiotów - zaśmiałem się pod nosem, a ona parsknęła śmiechem.
-Justin, stary dupku! - krzyknął Bruce i przybił mi piątkę, a Carly rzuciła się na Annie.
-Jezu dziewczyno, wyładniałaś! - pisnęła, a Annie po raz któryś parsknęła śmiechem.
-Mooooże - przeciągnęła szatynka, a po chwili obie się zaśmiały.
-Niezła z niej dupa - mruknął mi do ucha John.
-Whoa whoa, ty jesteś już zajęty - zaśmiałem się.
-Ale żeś się zmieniła, młoda - mruknął Marco, przytulając do siebie Annie.
Po tym jak ze wszystkimi się przywitała, skierowaliśmy się na mój motor.
-Czekaj, jak twój motor tu się znalazł? - zapytała mnie Annie.
-Bruce nim przyjechał - odpowiedziałem szybko i wsiadłem na motor.
Annie niepewnie na mnie spojrzała, a po chwili westchnęła i wsiadła za mnie. Objęła mnie swoimi drobnymi rączkami w torsie, a głowę ułożyła na moich plecach. Odpaliłem motor i skierowaliśmy się do domu.

...

-Ostatni raz zgodziłam się na jazdę motorem - mruknęła do siebie szatynka.
-Czemu? - zapytałem zdziwiony, schodząc.
Szatynka zeszła i rozglądnęła się, czy ktoś na nas patrzy. Kiedy upewniła się, że nie, odsłoniła kawałem biodra. Była tam wieka szrama. Rozszerzyłem oczy ze zdziwienia.
-To jest połowa mojej blizny - mruknęła cicho - Kiedy miałam jedenaście lat, pojechałam z moim starszym bratem jego motorem na przejażdżkę. Coś wymknęło się spod kontroli i mieliśmy wypadek. On nie przeżył - przygryzła dolną wargę i spojrzała w bok - Kiedy poczułam mokrą ciecz na biodrze, to była krew. Miałam wielką dziurę, ale mimo tego wstałam i próbowałam wyciągnąc Jack'a spod maszyny. Nie udało mi się, ale ja dalej próbowałam. Udało mi się dopiero,kiedy usłyszałam niedaleko karetkę. Zanosiłam się płaczem i bezskutecznie próbowałam go ocudzić, żeby się obudził. W szpitalu mi powiedzieli, że nie żyje. To było straszne. A najlepsze jest to, że przed tym, byłam molestowana przez ojca.
Zawiesiła się i oblizała napuchnięte wargi.
-Normalnie ujeżdżał mnie jak jakąś szmatę. Korzystał z każdej okazji, ale po śmierci Jack'a stałam się... kim się stałam - kontynuowała - W wieku dwunastu lat, bo Jack umarł w moje urodziny, pobiłam ojca. Rozumiesz to? Dwunastolatka pobiła pięćdziesięciolatka. To było... absurdalne. Uciekłam z domu i uciekłam wtedy do Karola. On się mną zajmował przez ten czas.
Annie spojrzała mi w oczy i uśmiechnęła się blado. A ja stałem osłupiały cały, wpatrując się w jej piękne oczy. Czy ja właśnie powiedziałem, że ona ma piękne oczy? Potrząsnąłem głową i wyszeptałem jedynie :
-Wow.
-Co nie? - szatynka zaczęła się śmiać.
Zmarszczyłem brwi, ale po chwili uśmieszek wkradł się na moją twarzyczkę.
-Chodź - zaśmiałem się, złapałem jej dłoń i powędrowaliśmy do domu.
Pierwsza jej reakcja :
-O kurwa - mruknęła - Ja wiedziałam, że to jest duży dom, ale że aż kurwa taki?
Jęknęła i spojrzała na mnie, a ja wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem.
-Śmiejesz się częściej z Annie niż z Kelsey - mruknął John z uśmiechem, oparty o framugę.
-Kelsey by tego chciała - mruknęła Annie, spoglądając to na mnie, to na Johna.
John spojrzał mi oczy, a po chwili uśmiechnął tajemniczo. Podniosłem jedną brew, a on wzruszył ramionami i przechodząc koło mnie, wyszeptał:
-Później pogadamy.
-Pokaże ci nasz pokój- odparłem szybko, złapałem jej dłoń i popędziliśmy do góry.
-Nasz!? - pisnęła Annie, kiedy znaleźliśmy się w pomieszczeniu.
-Problem?- parsknąłem śmiechem.
-TAK! - krzyknęła z rozbawieniem w głosie.
-Oszz ty - syknąłem i zacząłem ją gilgotać.
-Nie! - pisnęła i zaczęła się śmiać.
W pewnym momencie potknęliśmy się o nogę łóżka i opadliśmy na nie. Leżałem nad szatynką, a po chwili zorientowałem się, że nasze usta są blisko siebie. Straciłem zdrowy rozsądek... Oczarowany jej urokiem, połączyłem nasze wargi. O dziwo, Annie oddała pocałunek. O kurwa, jaka ona jest delikatna!

---------------------------
Jej <3
Sweets moment Junie <3
Jak emocje? ^^
Haahhahah bo dopiero się zaczną :3
Będzie bum! :D
Ojjjj, nie mogę zdradzać 😃

Pozdro^^
#Tynncia

2 komentarze:

  1. Annie i Justin są słodcy ^^ nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;*

    OdpowiedzUsuń