środa, 3 czerwca 2015

Drugi Rozdział :3

Po chwili obok ochroniarza pojawiła się Selena.
-O kurwa - mruknęłam równo z Justinem.
Kiedyś przyjazniłam się z Seleną. No ale... Ona poprostu mnie oszukała, wredna suka.
-Justin muszę ci coś powiedzieć - oznajmiła cicho brunetka.
-Co niby? - warknął Justin, a jak na niego spojrzałam, to lekko się przeraziłam
-Jestem w ciąży - szepnęła - będziesz ojcem.
I w tym momencie Bieber wybuchł. W jednym momencie znalazł się przy kratach i zaczął wariować. Westchnęłam, podeszłam do szatyna i odciągnęłam go od krat, robiąc mu dzwignię.
-Idz - warknęłam nisko do Seleny, a ona momentalnie zniknęła.
-Justin wiem, że jesteś zły, ale musisz dać upust emocjom. Kelsey nie chciałaby oglądać ciebie takiego - szepnęłam, a on zamarł - Zamknij oczy. Wycisz się. Policz w myślach do dziesięciu. Odetchnij.
Czułam się, jakbym mówiła do dziecka! Ale Justin robił pokolei moje polecenia. Kiedy odetchnął, spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Kurwa, Annie - jęknął - Gdzie ty się tego nauczyłaś?
-W Polsce chodziłam na studia psychologiczne. Ukończyłam drugi rok - uśmiechnęłam się blado, a on zmarszczył brwi.
-Okej? - szepnął.
Kiedy otworzyłąm usta, żeby coś powiedzieć, usłyszeliśmy jak ochroniarz krzyczy;
-Obiad!
Odetchnęłam z ulgą. Przez chwilę czekaliśmy, aż nas wypuszczą i poszliśmy na stołówkę.

...

-O mój boże, co to jest? - jęknęłam, a Justin się zaśmiał.
-Coś napewno - uśmiechnął się szeroko.
-Czy ktoś mi wyjaśni, co ta lalunia robi u nas w pace!? - ryknął jakiś brunet.
Momentalnie podskoczyło mi ciśnienie. Co jak co, ale kurwa nikt nie będzie mnie nazywać lalunią. Nie jestem jakąś lalką Barbie, do cholery!

***

Kłopoty. Samuel oznaczał same kłopoty. Kiedy spojrzałem na Annie, miała czarne oczy. Dosłownie!
-Siadaj - warknąłem, szepcząc.
-Czy ja wyglądam na lalunie? - zapytała drwiąco Annie, wstając ze swojego miejsca i podchodząc do Samuela.
-Tylko Ciebie widzę - wyszczerzył się łobuzersko Samuel.
-Wiesz, że porównując kryminalistkę do lalki Barbie, możesz na tym uciepieć - uśmiechnęła się złoweszczo.
-Ciekawe jak - prychnął, a po chwili leżał już na ziemi ze złamanym nosem.
Wszyscy momentalnie ich okrążyli. Zaciekawieni słuchali ich rozmowy.
-Nadal myślisz, że jestem jakąś posraną Barbie, czy może wysłać cię na ostry dyżur? - uśmiechnęła się sarkastycznie, patrząc na niego z góry.
Ten nic nie odpowiedział, tylko patrzał na nią, trzymając się za swój nos.
-No właśnie - puściła mu oczko i skierowała się do naszej celi.
-Dziwka - mruknął Samuel, wstając.
-Mówiłeś coś? - warknęła nisko, odwracając się nagle.
-Dziwka - powtórzył głośniej, a Annie rzuciła się na niego.
Poobijała mu twarz, zanim zdążyłem ją odciągnąć. Przerzuciłem ją przez ramię i szybkim krokiem skierowałem się do naszej celi.
-Puść mnie! - ryknęła, a ja walnąłem ją w pośladek.
Przez chwilę nic nie mówiła, a potem uderzyła mnie z płaskiego w plecy. Ja jebie! Skrzywiłem się z bólu, weszłem do celi i rzuciłem ją na łóżko. Ochroniarz zamknął za nami kraty.
-Czy ty jesteś chora?! - warknąłem - Samuel mógł cię zabić na oczach wszystkich.
-Przynajmniej jeden problem z głowy - szepnęła prawie niesłyszalnie, ze spuszczoną głową i zaczęła bawić się swoimi paznokciami.
Przełknąłem głośno ślinę. Kurwa, jebane de javu. Miałem identycznie z Jazzy, kiedy poszła do nowej szkoły. Warknąłem pod nosem i przykucnąłem do Annie. Jedną ręką złapałem jej dłoń, a palcem u lewej dłoni podniosłem jej podbródek. Jej oczy błyszczały przez łzy. Westchnąłem.
-Nie możesz uważać, że jesteś problemem. Niektórzy uważają, że jesteś dla nich aniołem, który zesłał dla nich Bóg - zawiesiłem się.
Annie chyba poznała coś w moich oczach, bo wyszeptała ;
-Kelsey... Chłopcy mówili kiedyś, jak z nimi kiedyś rozmawiałam, że Kelsey to był twój anioł, który zesłał dla Ciebie Bóg, że za każdym razem kiedy ty miałeś ataki, ona tylko a ciebie spojrzała, a z Ciebie wylatywały wszystkie złe emocje - zagryzła wargę i spojrzała w dół - Moim aniołem był Karol. Wszyscy tak mówili, a ja w to wierzyłam. I nadal w to wierzę. To on ratował mnie z tego wszystkiego. A ja nawet nie dostrzegałam, że on robi to z miłości.
Annie stała ,zaczęła krążyć po całej celi i bawić się czym popadnie. Spojrzała mi oczy i wybuchła płaczem. Przygryzłem wnętrze policzka, powoli do niej podszedłem i na początku lekko ją przytuliłem. Kiedy ona z pewnością się we mnie wtuliła, objąłem ją mocniej. Głaskałem ja po głowie lub po plecach. Serce mi się ściskało, kiedy widziałem, jak jakakolwiek dziewczyna płakała.

***

Stałam tak chwilę przytulona do Biebera, potem oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy. On lekko się uśmiechnął i schował mój kosmyk za ucho.
-Nie płacz. To nic nie da. Ja, Carly i chłopcy, sprawimy, że będziesz się ciągle uśmiechać - uśmiechnął się.
Wyczytałam z jego oczu, że mówi prawdę. On mi to obiecuje. Widziałam to w jego oczach. Obietnicę.


-----------------------------------------
No cóż, mamy już drugi rozdział! :D
Podoba się ^^ ? 
Hahahahhahah taki sweet moment Junie <3 
Twarda laska z Annie, cóż nie? ^^ 

Pozdrawiam i do następnego <3 
#Tynncia

1 komentarz:

  1. Świetny ^^ trochę słodko i też agresywnie XD cud, miód, malina ;33 strasznie mi się podoba :D czekam z utęsknieniem na ciąg dalszy...!

    OdpowiedzUsuń